sobota, 29 października 2016

Trust me. I am an engineer.

Właśnie zdałem egzamin dyplomowy i tym samym ukończyłem studia - lepiej późno niż wcale ;) - II stopnia magistersko-inżynierskie w Wyższej Szkole Informatyki i Umiejętności, na kierunku Informatyka, na specjalności Zarządzanie Infrastrukturą Sieciową. W związku z tym garść refleksji, dość nieuporządkowanych:

1. Doświadczenie znalezienia się po drugiej stronie biurka, po kilkunastu latach nauczania studentów jest bardzo cenne (swoją drogą równolegle miałem przez semestr wykłady na Politechnice Warszawskiej, zresztą na kierunku informatyka, co było dość paradoksalne). Realia życia, studiowania i nauczania przez te wszystkie lata nieco się zmieniły, z czego sobie chyba nie wszyscy (po obu stronach akademickiej katedry) zdają sprawę. Taka zmiana roli jest pouczająca (intelektualnie i moralnie).

2. Rozpoczynając studia (w trybie online) byłem przeciwnikiem koncepcji zdalnego nauczania. Dość mocno kojarzyła mi się ona (nie bez podstaw, mających korzenie w mojej burzliwej przeszłości nauczycielskiej) z eliminacją dydaktyka z procesu dydaktycznego Po zastosowaniu e-learningu na sobie jestem jego wielkim zwolennikiem. Myślę nadal, że nie powinno się w ten sposób robić pierwszego kierunku studiów, bo tryb online wymaga pewnej dojrzałości, (samodzielne planowanie pracy, poszukiwania źródeł, rozwiązywanie problemów itd., no i ogólne obycie z „kulturą akademicką”) i dyscypliny, natomiast dla zdobywania wykształcenia uzupełniającego jest to tryb wręcz wymarzony. Zachęcam i polecam (wszystkim, którzy mają jaką-taką samodyscyplinę albo przynajmniej upór, bo bez tego się nie da).

3. (Mało odkrywcze): nawet po 20 latach uprawiania jakiegoś zawodu można się czegoś w jego ramach nauczyć. Szczerze mówiąc: całkiem sporo można się nauczyć (a lepiej nie myśleć, ile jeszcze do nauczenia się zostało).

4. Studia obecnie są rzeczywiście łatwiejsze, choć z drugiej strony może po tych wszystkich latach uprawiania (zawodu i nauki) łatwiej się studiuje, natomiast skrajne głosy poddające w wątpliwość wartość wykształcenia („dzisiejszego”, „w szkole prywatnej”, „online” etc. do wyboru) są przesadzone. Patrz punkt wyżej. Poza tym, co powtarzałem również udzielając się jako dydaktyk w różnych - czasem dziwnych - miejscach, normalny nauczyciel to samo umie i tak samo umie nauczyć niezależnie od tego, gdzie akurat uczy.

5. W przypadku gdy kandydat na studenta chciałby skorzystać z możliwości uznania jakiejś cząstki swojego dotychczasowego wykształcenia (formalnego lub nieformalnego), warto wiedzieć, że podejście różnych uczelni do takiej sytuacji jest czasami, hmmm, zgoła ekstraordynaryjne. W szczególności, że łatwiej/taniej/szybciej/sensowniej jest uzyskać takowe uznanie na uczelni, która w ogóle nie uznaje wykształcenia nieformalnego, niż na takiej, która taką możliwością ma, że łatwiej to zrobić na studiach drugiego stopnia niż na studiach stopnia pierwszego, na uczelni obcej niż znajomej itd. Wniosek: trzeba bardzo dokładnie zaplanować nie tylko, co się chce studiować, ale i gdzie. Trzeba się w ramach tego planowania (a w zasadzie ramach rozpoznania sytuacji jeszcze przed planowaniem) nachodzić i nagadać, co zajmuje kilka tygodni czy nawet miesięcy. Czasami okazać się też może, że najprościej jest jakiegoś przedmiotu nie mieć uznanego w taki czy inny sposób (na podstawie wykształcenia formalnego czy nieformalnego), tylko po prostu na niego zapisać, zaliczyć i zdać co trzeba. W końcu jeśli się na czymś znamy, to nie powinno to stwarzać jakichś większych problemów, a tłumaczenie i udowadnianie co i jak może być długotrwałe i stresujące.

6. Fakt pójścia na studia w wieku, hmmm, mocno pobalzakowskim i pomimo posiadania doktoratu jest znacznie lepiej zrozumiały w środowiskach korporacyjnych, niż w naukowych. Przy ocenie „komercyjnego” CV kryterium posiadania formalnego wykształcenia z danej dziedziny jest - jak wynika z moich doświadczeń - mocno brane pod uwagę. Nie jest istotne, że samemu wypromowałeś magistrów czy inżynierów liczonych na tuziny: nie jesteś inżynierem, więc komputer cię odrzucił (kto ma czas na czytanie setek i tysięcy napływających zgłoszeń?). Z kolei na uczelni liczy się najwyższy z posiadanych stopni (ew. tytuł). Zdobywanie jakiegoś innego wykształcenia (niższego czy równego obecnie posiadanemu) jest po prostu stratą czasu, ewentualnie dziwnym hobby, nikt przecież nie używa tytułów „kwadratowy magister” ani „profesor do sześcianu”.

7. Nie ma już (póki co?) minimów programowych dla poszczególnych przedmiotów. Pozostały nazwy. Pod tą samą nazwą kryć się mogą skrajnie różne rzeczy. Jednym z najtrudniejszych (subiektywnie, dla mnie jako studenta) przedmiotów do zaliczenia w czasie studiów był przedmiot, którego sam niegdyś uczyłem bodaj dziesięć lat (Technologie Sieciowe). Tyle, że ja (jako wykładowca) koncentrowałem się nad logiczną architekturą i koncepcjami protokołów warstw wyższych, a ja (jako student) musiałem się przegryźć przez fizyczne (a więc i elektrotechniczne) aspekty kodowania sygnału w warstwach niższych. Gdy dwóch mówi to samo to nie zawsze jest to samo, jak wiadomo. Poza tym patrz punkt 3.

8. Na studia trzeba mieć czas. Jeśli nie masz czasu na studiowanie to nie idź na studia. Inna rzecz, że czas potrafi się znakomicie skrócić, a niespodziewane zdarzenia potrafią go porwać, więc wszelkie oszacowanie posiadanego czasu może się okazać przeszacowane (w drugą stronę to nie chce jakoś działać, przynajmniej nie na większą skalę). Tym bardziej, jeśli więc spodziewasz się, że czasu mieć nie będziesz, to nie idź na studia, bo na studia trzeba mieć czas, a jak się czasu nie ma, to szkoda czasu.

9. Studiowanie to jest bardzo pozytywne doświadczenie. Trust me. I am an engineer.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz